Logo-gravite


Border

Kolejna teatralna podróż…
Tym razem podróż z dziełem przeklętym, omijanym przez aktorów i reżyserów. Dziełem, którego tytułu nie powinno się wypowiadać w żadnym teatrze ze względu na ciążącą na nim klątwę. Podróż z …Makbetem. Wprawdzie dzieło Wiliama Esz. Stało się tylko kanwą do snucia opowieści i przemyśleń, ale na początku pracy, na własnej skórze przekonaliśmy się o prawdziwości legendy o „klątwie Makbeta”. Ale nie z Gravite takie numery (!). Niezrażeni pierwszymi niepowodzeniami, brnęliśmy dalej i tak oto wykluł się ,,Border”, obraz osadzający się na bardzo prostym spostrzeżeniu.

Otóż nasza wędrówka po tym ,,łez padole” składa się z mniej lub bardziej rozciągniętych w czasie i przestrzeni wycieczek po niewidzialnych acz instynktownie wyczuwalnych granicach. Granicach pomiędzy miłością a nienawiścią, radością a smutkiem, mądrością a głupotą etc…etc…Kiedy ostrożnie zmierzamy po cienkiej linii, rozdzielającej skrajne uczucia, powoli, ale nieuchronnie stajemy się nudni i nijacy. Musimy wybrać. I tutaj zaczynają się schody… Bo oto wybór, który wydaje się prosty i oczywisty, okazuje się najtrudniejszą życiową decyzją, determinującą nasze przyszłe losy.

W naszej opowieści chcemy też pokazać granicę, która ostatnio bardzo się zaciera, granicę pomiędzy płciami…W naszej opowieści, to kobiety noszą spodnie i są siłą sprawczą całej historii. To One wyznaczają granice, by po chwili je przekraczać, ustalają zasady, by za moment bezceremonialnie je łamać. Faceci, to tylko dodatki w kusych rajstopkach, szmaciane laleczki miotane na prawo i lewo przez Kobiety.

Poszliśmy dalej. W ,,Borderze” Makbet jest… Kobietą.
Bo czy mężczyzna byłby w stanie przyjąć wszystko, co zgotował tej postaci jej twórca?
No bo kimże był Makbet?
Według nas, był… kobietą.

Powrót do początku